Wszystko czego potrzeba do pracy — laptop i internet. Gdzie przy tym jesteś — w Warszawie, Lizbonie czy w kawiarni na Bali z widokiem na pola ryżowe — nikogo specjalnie nie obchodzi.
Ludzie to zrozumieli — i zaczęli wyjeżdżać. Najpierw ostrożnie — na miesiąc, żeby sprawdzić. Potem śmielej. Dziś coraz więcej polskich specjalistów IT pracuje nie z warszawskiego open space’u, ale z tarasu willi na Bali, kawiarni w Da Nang albo coworkingu z widokiem na ocean na Kanarach. Praca ta sama — tylko życie wokół niej stało się zupełnie inne.
Oto dokąd jadą najczęściej — według danych XMetr, platformy do długoterminowego wynajmu mieszkań na całym świecie.
Wietnam — jedziesz na miesiąc, zostajesz na pół roku
Wietnamu trudno opisać z wyprzedzeniem — po prostu jedziesz, i po tygodniu zastanawiasz się, po co w ogóle się spieszyć z powrotem.
Jedzenie smaczne i tanie, ludzie przyjaźni, a ceny mieszkań takie, że patrzysz na nie kilka razy. Na zwykłą polską pensję żyjesz tu znacznie lepiej niż w domu — i jeszcze odkładasz. Ho Chi Minh dla tych, co lubią duże miasto — głośne, żywe, ładuje od pierwszego dnia. Da Nang spokojniejsze — morze z jednej strony, góry z drugiej, rano można wyjść nad wodę zanim się usiądzie do komputera. Wynajem willi w Da Nang to jedna z tych rzeczy, które zaskakują ceną — za to, co płacisz w Warszawie za kawalerkę, tu masz przestronny dom z tarasem i widokiem. Wielu przyjeżdża na miesiąc i przedłuża raz za razem — po prostu dlatego, że nie ma po co wyjeżdżać.
Bali — miejsce które trudno wytłumaczyć, ale łatwo pokochać
O Bali mówią wszyscy — i nie bez powodu. Wynajęcie willi z basenem kosztuje tu mniej więcej tyle, co zwykła kawalerka na warszawskim Mokotowie. Internet szybki, coworkingów mnóstwo, a wokół zawsze znajdą się ludzie w dokładnie takiej samej sytuacji.
W 2025 roku Indonezja uruchomiła specjalną wizę dla pracujących zdalnie — od razu na pięć lat. To nie przypadek — kraj świadomie buduje środowisko dla takich ludzi. I sądząc po tym, ilu specjalistów IT tam osiada — wychodzi nieźle.
Hiszpania — dla tych co nie chcą lecieć daleko
Nie wszyscy są gotowi od razu do Azji — i to normalne. Hiszpania to łagodny i zrozumiały start. Cztery godziny z Warszawy, słońce, morze, ta sama strefa czasowa co w domu. W Maladze i Alicante od dawna ukształtowała się duża społeczność ludzi pracujących zdalnie — tam nie czujesz się dziwnie z laptopem w kawiarni, bo takich wokół jest połowa. Żadnego spotkania nie opuścisz — wszystko idzie w znajomym rytmie.
Portugalia — słońce, ocean i ceny które miło zaskakują

Portugalia to, gdy chce się Europy, ale bez poczucia, że wszystko wokół jest za szybkie i za drogie. Lizbona piękna i żywa, Madera — niewielka wyspa na oceanie, gdzie ciepło przez cały rok i można pracować dosłownie przy wodzie. Kraj od dawna przyciąga pracujących zdalnie — infrastruktura jest, społeczność aktywna. Ci, co przyjeżdżają, zazwyczaj rozumieją wszystko już po pierwszym tygodniu.
Wyspy Kanaryjskie — wieczne lato bez zmiany harmonogramu
Główna zaleta Kanarów — ta sama strefa czasowa co w Polsce. Przylatujesz i pracujesz jak zwykle — tylko zamiast szarego listopada za oknem plus dwadzieścia pięć i ocean każdego dnia. Las Palmas na Gran Canarii od dawna utrzymuje się w światowych topach najlepszych miejsc do pracy zdalnej — jest tam wszystko, czego potrzeba i nie ma poczucia turystycznego mrowiska.
Mieszkanie — ogarniamy zanim wyjedziemy
Gdy miejsce wybrane — pojawia się kwestia mieszkania. Nieznane miasto, nieznane dzielnice, nie wiadomo, co wchodzi w cenę i komu w ogóle ufać.
Do tego właśnie służy XMetr — platforma do długoterminowego wynajmu mieszkań na całym świecie. Ogłoszenia zamieszczają zarówno właściciele jak i agenci — i wszystkie informacje widoczne są od razu: media, kaucja, warunki najmu. Spodobała się oferta — piszesz bezpośrednio do osoby, która wynajmuje i z nią ustalasz szczegóły.
Kiedyś praca była przywiązana do miejsca. Biurko, biuro, miasto — i tak rok za rokiem. Teraz to miejsce można wybrać samemu. Nie na wakacje, nie na dwa tygodnie urlopu — tylko tak, żeby po prostu tam być i przy okazji pracować. Jedni jadą na miesiąc i wracają. Inni przedłużają. Jeszcze inni przestają liczyć, kiedy wrócą — i w pewnym momencie przestaje to być ważne.