W nocy z 2 na 3 stycznia w Caracas rozległy się serie wybuchów, a część miasta straciła prąd, pisze Auraposter.pl na podstawie TVN.24.pl. Świadkowie mówili też o przelotach maszyn nad stolicą. Rząd Wenezueli nazwał to „agresją militarną” ze strony USA i ogłosił stan wyjątkowy.
Jednocześnie Donald Trump potwierdził operację i ogłosił coś, co od razu zmieniło temperaturę globalnej polityki. Według jego słów USA „przeprowadziły dużą operację” i „zatrzymały” prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro wraz z żoną, Cilią Flores, po czym wywiozły ich z kraju.
Czy USA naprawdę „napadły” na Wenezuelę — i jakie cele miały ataki
Na ten moment opisy działań wskazują na uderzenia w obiekty wojskowe i infrastrukturalne w rejonie stolicy. Media relacjonowały dym nad kluczowymi instalacjami, a wątek nalotów powtarza się w wielu relacjach z Caracas.
Wenezuelskie MSZ twierdzi, że USA chcą przejąć strategiczne zasoby kraju, zwłaszcza ropę i surowce. Dlatego Caracas wzywa społeczność międzynarodową do potępienia działań.
Co wiadomo o losie prezydenta Wenezueli
Najmocniejszy element tej historii to deklaracja Trumpa o zatrzymaniu Maduro i Flores. Następnie amerykańska prokurator generalna Pam Bondi zapowiedziała proces i powołała się na akt oskarżenia z Nowego Jorku.
Równolegle w Wenezueli wiceprezydent Delcy Rodríguez mówiła publicznie, że nie zna miejsca pobytu Maduro i domaga się „dowodu życia”. To napędza chaos informacyjny, bo jednocześnie rośnie presja, by wskazać, kto realnie kontroluje aparat państwa.

Wybuchy w Caracas: co mówią świadkowie i dlaczego prąd zniknął w części miasta
Relacje z Caracas opisują silne eksplozje około 2 w nocy oraz „drżenie ziemi” w niektórych dzielnicach. Pojawiły się też informacje o uszkodzeniach w pobliżu ważnych obiektów wojskowych.
To ważne, bo w praktyce taka noc zmienia zachowanie rynku i ludzi od razu. W lokalnych komentarzach przewija się też temat paniki zakupowej, transportu oraz niepewności, czy państwo wyda jasne instrukcje cywilom.

Reakcje świata
Sytuacja wywołała alarmowe reakcje międzynarodowe, bo uderzenia na stolicę i teza o wywiezieniu głowy państwa to polityczna bomba. Pojawiają się apele o „wstrzemięźliwość” i nacisk na prawo międzynarodowe, a kraje regionu sygnalizują ryzyko kryzysu uchodźczego.
Dla Polski ma to znaczenie także dlatego, że UE będzie mówić jednym głosem lub… nie będzie, a wtedy napięcie wzrośnie jeszcze bardziej. Ponadto każda eskalacja w kraju roponośnym odbija się na nastrojach rynkowych, więc temat szybko trafia do europejskich serwisów ekonomicznych.
Co dalej po „zatrzymaniu Maduro”: trzy scenariusze, które dziś rozważają analitycy
Nie ma jeszcze jednego, stabilnego obrazu sytuacji, więc obserwatorzy układają najbardziej prawdopodobne ścieżki. Najczęściej padają trzy warianty:
- „Konstytucyjna” sukcesja i szybkie wybory, jeśli instytucje zadziałają i ktoś przejmie ster zgodnie z prawem.
- Twardy zwrot siłowy, jeśli wojsko postawi na kontrolę ulic i zamknie kraj w trybie wyjątkowym.
- Rozpad układu władzy, jeśli elity zaczną uciekać albo zmieniać strony, a opozycja spróbuje wejść do gry.
Te scenariusze różnią się tempem, ale łączy je jedno: każdy z nich testuje lojalność armii, policji i struktur bezpieczeństwa.
Dlaczego polscy czytelnicy powinni to śledzić
Przede wszystkim jest to kryzys, który uderza w relacje USA–Ameryka Łacińska i niemal natychmiast odbija się na dyplomacji Unii Europejskiej. Dodatkowo rynek energii wyjątkowo źle reaguje na takie noce, dlatego nerwowość szybko przenosi się na ceny oraz oczekiwania inwestorów. Wreszcie, w przypadku pojawienia się nowej fali migracji w regionie, polityka międzynarodowa niemal automatycznie dorzuci do tego kolejny spór na forum organizacji globalnych.