Sprawa bójki przed szkołą w Słupsku szybko wyszła poza lokalny kontekst, pisze Auraposter.pl na podstawie tvn24.pl. Najpierw pojawiło się nagranie, potem oskarżenia, a następnie oficjalna reakcja władz miasta. Teraz Urząd Miejski przedstawia własne ustalenia, które znacząco zmieniają obraz wydarzeń.
Bójka przed szkołą w Słupsku – co wydarzyło się 17 listopada
Do zdarzenia doszło 17 listopada 2025 roku przed Zespołem Szkół Budowlanych i Kształcenia Ustawicznego im. Kazimierza Wielkiego w Słupsk. Według ustaleń urzędników konflikt zaczął się wcześniej, podczas zajęć teoretycznych. Chłopcy pochodzenia ukraińskiego mieli niewłaściwie zachowywać się w trakcie projekcji filmu z okazji Święta Niepodległości.
Nauczyciel zareagował i zwrócił uwagę na zachowanie uczniów. Jednak kilka godzin później, już poza terenem szkoły, doszło do eskalacji. Monitoring uchwycił moment przemocy fizycznej wobec ucznia z Polski.
Kto kogo zaatakował – nowe ustalenia urzędu
Urząd Miejski w Słupsku poinformował, że to uczniowie z Ukrainy mieli zaatakować polskiego rówieśnika. Z relacji poszkodowanego wynika, że był popychany i zmuszany do klękania oraz przepraszania. Sytuacja była na tyle poważna, że chłopak zadzwonił po pomoc do kuzyna.
W efekcie doszło do bójki, w której uczestniczyli także dwaj młodzi mężczyźni spoza szkoły. Co ważne, według urzędników zdarzenie miało miejsce po zakończeniu zajęć i poza terenem placówki.

Czy było zmanipulowane
Największe emocje wzbudziło nagranie audio, na którym słychać głos nauczyciela. W sieci pojawiły się zarzuty, że użył wobec uczniów z Ukrainy obraźliwych słów i groził im niezdaniem egzaminu.
Miasto jednak temu zaprzecza. Nauczyciel stanowczo odmówił potwierdzenia takich wypowiedzi i złożył stosowne wyjaśnienia na policji. Jak przekazano, część nagrania mogła zostać wygenerowana lub zmodyfikowana, prawdopodobnie z użyciem narzędzi sztucznej inteligencji.
Ankieta wśród uczniów i brak dowodów
Dyrekcja szkoły przeprowadziła ankietę wśród uczestników kursu. Jej wyniki nie potwierdziły, aby nauczyciel używał obraźliwych sformułowań lub groził uczniom z powodu ich pochodzenia.
Dodatkowo urzędnicy podkreślili, że forma kształcenia nie kończy się egzaminem w tej szkole. Z tego powodu nauczyciel nie mógłby pełnić roli egzaminatora tej grupy, co podważa sens zarzutów o groźby egzaminacyjne.
Śledztwo prokuratury nadal trwa
Sprawą zajmuje się prokuratura, a śledztwo wciąż jest w toku. Wcześniej temat nagłośnił adwokat Dawid Dehnert, do którego zgłosiły się matki dwóch poszkodowanych chłopców. To one przekazały pocięte fragmenty nagrań audio.
Jak poinformowała Natalia Gawrych z Prokuratura Rejonowa w Słupsku, postępowanie nadal trwa i ma wyjaśnić wszystkie okoliczności zdarzenia. O ustaleniach miasta jako pierwsze poinformowało Radio Gdańsk.