Gdy na Auraposter śledzimy najważniejsze wydarzenia świata, trudno pominąć słowa Donalda Trumpa o Kubie. Prezydent USA zasugerował, że może „wziąć” wyspę, „wyzwolić ją” albo zrobić „to, co trzeba”, a równocześnie potwierdził, że rozmowy z Hawaną już trwają. Takie deklaracje padły w chwili, gdy Kuba zmaga się z ciężkim kryzysem energetycznym i politycznym. Tak opisuje to Reuters.
Co Trump powiedział o Kubie i dlaczego wywołało to taki szum
Trump stwierdził, że Kuba jest bardzo osłabiona i że Stany Zjednoczone mogą wkrótce zawrzeć z nią układ albo podjąć inne działania. Dzień później dodał też, że Hawana kontaktuje się z sekretarzem stanu Marco Rubio i że Waszyngton „zrobi coś wkrótce”. Taki język brzmi ostrzej niż zwykła presja dyplomatyczna, a zarazem sugeruje, że Biały Dom chce negocjować z pozycji siły.
Eksperci od Ameryki Łacińskiej zwracają uwagę, że ta retoryka działa na dwa fronty. Z jednej strony ma pokazać twardość wobec komunistycznego reżimu. Z drugiej ma zwiększyć presję na kubańskie elity, bo wyspa negocjuje dziś w warunkach głębokiej słabości.
Dlaczego Kuba znalazła się dziś pod tak silną presją
Kuba przechodzi jeden z najgorszych kryzysów ostatnich dekad. Na wyspie doszło właśnie do kolejnego ogólnokrajowego blackoutu, a miliony ludzi od miesięcy zmagają się z długimi przerwami w dostawach prądu, brakami paliwa i niedoborami żywności. Reuters i AP opisują też przeciążoną sieć energetyczną, problemy szpitali oraz coraz większą frustrację mieszkańców.
Co ważne, kryzys nie wynika z jednego czynnika. Kuba cierpi jednocześnie z powodu starej infrastruktury, braku walut, spadku dostaw ropy i amerykańskiej blokady energetycznej. Dlatego sytuacja gospodarcza szybko zamienia się w kryzys polityczny, a każda nowa decyzja USA ma dziś większą wagę niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Czy USA i Kuba naprawdę prowadzą rozmowy
Tak, i to jest najważniejszy element całej układanki. Miguel Díaz-Canel potwierdził, że rozmowy z USA się rozpoczęły i że mają pomóc w szukaniu wyjścia z dwustronnych sporów. Równocześnie Reuters podaje, że po obu stronach istnieją kanały kontaktu na wysokim szczeblu.
Jednak same negocjacje nie oznaczają odprężenia. Przeciwnie, wielu komentatorów uważa, że Hawana rozmawia dlatego, że musi, a Waszyngton rozmawia dlatego, że chce wymusić ustępstwa. Kuba liczy na ulgę, lecz USA oczekują znacznie głębszych zmian niż tylko techniczne porozumienie o paliwie czy handlu.
Czy Waszyngton chce odejścia Díaza-Canela
W zachodnich mediach coraz częściej pojawia się teza, że administracja Trumpa chce politycznej zmiany na szczycie władzy. AP i Reuters wskazują, że w Waszyngtonie rośnie nacisk na nowe przywództwo oraz szersze reformy gospodarcze i polityczne. Dla części urzędników usunięcie obecnego prezydenta miałoby otworzyć drogę do nowego układu z USA.
Specjaliści zaznaczają jednak, że Kuba nie chce wyglądać jak państwo, które przyjmuje rozwiązania dyktowane z zewnątrz. I właśnie tu zaczyna się najtrudniejszy etap. Waszyngton chce zmian szybkich i widocznych, lecz Hawana nie może pozwolić sobie na utratę twarzy.
Co te słowa Trumpa znaczą dla Europy i dla Polski
Dla polskiego czytelnika to nie jest odległy kryzys z Karaibów. Po pierwsze, każda eskalacja między USA a Kubą wpływa na układ sił w regionie i na relacje Waszyngtonu z Rosją. Moskwa już zadeklarowała pełne poparcie dla Hawany i potępiła amerykańską ingerencję. Po drugie, kolejny wstrząs polityczny może zwiększyć presję migracyjną i jeszcze mocniej podnieść ryzyko w handlu oraz energetyce regionu.
Analitycy zauważają też, że Trump testuje znany model działania. Najpierw mocne słowa, potem presja gospodarcza, a następnie próba wymuszenia politycznego przełomu. To nie musi oznaczać operacji militarnej, ale z pewnością oznacza ostrzejszą fazę gry o przyszłość Kuby.
Co może wydarzyć się dalej
Najbliższe dni pokażą, czy rozmowy zamienią się w układ, czy raczej w jeszcze większą konfrontację. Na razie Kuba chce dialogu, bo sytuacja na wyspie jest bardzo ciężka. Z kolei Trump daje do zrozumienia, że czas na decyzję szybko się kończy. Dlatego napięcie rośnie nie tylko w Hawanie, ale też w całym regionie.
Jeśli blackouty będą się powtarzać, a paliwa nadal zabraknie, kubański rząd znajdzie się pod jeszcze większą presją społeczną. A wtedy każde zdanie wypowiedziane w Białym Domu może ważyć więcej niż kolejny komunikat dyplomatyczny.