To jedna z tych wiadomości, które od razu zmieniają ton całego siatkarskiego roku. Na Auraposter śledzimy takie zwroty bez hałasu, więc dziś wracamy do decyzji Marcina Janusza, który — jak ujawnił w rozmowie opublikowanej przez Przegląd Sportowy Onet — kończy karierę w reprezentacji Polski. To nie jest efekt jednej gorszej jesieni ani chwilowego kryzysu. Rozgrywający podjął tę decyzję z powodu zdrowia, bo po sezonie olimpijskim usłyszał diagnozę: zwłóknienie wątroby drugiego stopnia.
Dla kibiców ten ruch brzmi jak szok, bo jeszcze niedawno wydawało się, że Janusz po przerwie od kadry po prostu wróci. Tymczasem sam siatkarz uciął spekulacje. Powiedział wprost, że nie będzie go w kadrze ani w tym roku, ani w kolejnych latach. Dodał też, że wcześniej porozmawiał już z Nikolą Grbiciem i przekazał mu swoją decyzję osobiście.
Dlaczego Marcin Janusz ogłosił rozstanie z kadrą
Wokół tej decyzji nie chodzi tylko o plecy, choć to właśnie o nich kibice słyszeli od dawna. Janusz przyznał, że gdyby problem dotyczył wyłącznie kręgosłupa, wróciłby do kadry. Najważniejszy okazał się jednak stan wątroby i ryzyko, że dalsza gra w tym samym trybie skończy się dużo poważniej.
„Nie będzie mnie w kadrze ani w tym roku, ani w kolejnych latach”.
Ta krótka deklaracja zamknęła temat powrotu. Ale dopiero dalsza część wywiadu pokazała, jak wysoka była cena za Paryż, medale i kolejne sezony na pełnym gazie.
Zanim padła ostateczna decyzja, złożyło się na nią kilka czynników. I właśnie one najlepiej tłumaczą, dlaczego to nie była chwilowa emocja, lecz ruch przemyślany i konieczny.
- od lat zmagał się z bólem pleców i regularnie sięgał po leki przeciwbólowe oraz przeciwzapalne;
- podczas igrzysk w Paryżu musiał przyjąć wyjątkowo dużo środków, żeby zagrać w najważniejszych meczach życia;
- po sezonie olimpijskim pojawiło się skrajne zmęczenie i bardzo wysokie markery wątrobowe;
- diagnoza zwłóknienia wątroby drugiego stopnia wymagała szybkiej reakcji i zmiany trybu funkcjonowania;
- lekarze ostrzegli, że ignorowanie problemu mogłoby doprowadzić do bardziej zaawansowanego stadium choroby.
Ta lista pokazuje, że nie chodziło o sportowe zmęczenie po długim roku. Chodziło o granicę, za którą medal i ambicja przestają być ważniejsze od zdrowia. I właśnie dlatego decyzja Janusza brzmi tak mocno.
Na co choruje Marcin Janusz i co to zmieniło
Najmocniejszy fragment tej historii dotyczy momentu po igrzyskach. Janusz opowiadał, że po treningach i meczach wracał do domu i właściwie mógł już tylko pójść spać. To nie było zwykłe przemęczenie po sezonie, lecz sygnał, że organizm przestał nadążać. Badania wykazały znacznie podwyższone markery wątrobowe, a potem przyszła diagnoza, która przesądziła o wszystkim.
Lekarze mieli mówić jasno: trzeba natychmiast usunąć czynniki, które pogarszają stan wątroby. I właśnie dlatego Janusz nie zostawił sobie furtki pod hasłem „zobaczymy za rok”. Według jego relacji dalsze życie na dużych obciążeniach i przy częstym sięganiu po leki mogło skończyć się chorobą przewlekłą na długie lata. Jednocześnie rokowania są ostrożnie dobre, bo takie zmiany mogą się cofać, choć ten proces trwa długo.
Czy to koniec kariery Marcina Janusza w ogóle
Nie. I to trzeba powiedzieć wyraźnie, bo właśnie ten wątek wielu kibiców interesuje najbardziej. Marcin Janusz nie kończy z siatkówką jako taką. Kończy tylko etap reprezentacyjny. Nadal jest rozgrywającym Asseco Resovii Rzeszów, a cała decyzja dotyczy ograniczenia obciążeń, które w kadrze są wyjątkowe i które przez lata prowadziły Polskę do medali, ale teraz stały się dla niego zbyt kosztowne.
Sam sposób, w jaki to załatwił, też dużo mówi o tej historii. Janusz zdradził, że rozmawiał z Nikolą Grbiciem pod koniec lutego w Częstochowie. Nie chciał, by trener dowiedział się o wszystkim z mediów. Grbić — jak relacjonował zawodnik — zrozumiał jego powody, bo kadra potrzebuje ludzi gotowych na sto procent. A on sam wiedział już, że dziś nie może tyle dać bez ryzyka dla własnego zdrowia.
Co Marcin Janusz zostawia po sobie w reprezentacji Polski
Ta decyzja boli także dlatego, że Janusz nie odchodzi z kadry jako zawodnik „od epizodu”. Zostawia po sobie bardzo konkretny dorobek, i to z najważniejszych imprez. W Paryżu prowadził grę drużyny, która zdobyła srebro olimpijskie. Wcześniej sięgnął z Polską po srebro mistrzostw świata, mistrzostwo Europy oraz pięć medali Ligi Narodów, w tym złoto. W 2023 roku wybrano go też najlepszym rozgrywającym mistrzostw Europy.
Najważniejsze sukcesy w biało-czerwonych barwach można ułożyć bardzo krótko, ale każdy z nich waży naprawdę dużo.
| Turniej | Wynik | Dlaczego to ważne |
|---|---|---|
| Igrzyska Olimpijskie Paryż 2024 | srebro | Janusz prowadził grę Polski w finale olimpijskim |
| Mistrzostwa świata 2022 | srebro | potwierdził, że należy do ścisłego rdzenia kadry |
| Mistrzostwa Europy 2023 | złoto | został także najlepszym rozgrywającym turnieju |
| Liga Narodów | 5 medali, w tym złoto 2023 | był częścią jednej z najmocniejszych kadr ostatnich lat |
Ten bilans dobrze tłumaczy skalę straty. Kadra nie traci rezerwowego, lecz rozgrywającego, który przez ostatnie sezony był jednym z symboli stabilności i jednocześnie jednym z architektów najważniejszych wyników.
Co zostaje po tej decyzji
W polskiej siatkówce łatwo dziś napisać, że to po prostu smutny koniec pewnego rozdziału. Ale ta historia jest trochę inna, bo nie wynika z wieku, spadku formy ani konfliktu. Wynika z rachunku, który organizm wystawił po latach grania na bólu i po sezonie, który dał Polsce olimpijskie srebro, ale też bardzo dużo zabrał samemu zawodnikowi.
Dlatego w tej wiadomości jest i sportowa strata, i coś jeszcze. Janusz zamyka reprezentacyjny rozdział wcześniej, niż chciałaby większość kibiców, ale robi to po to, by nie zamknąć sobie całej reszty. A w sporcie wyczynowym właśnie taka decyzja bywa najtrudniejsza i zarazem najbardziej dojrzała.