My na Auraposter patrzymy na ceny paliw jak na barometr nerwów świata. Dziś ten barometr drży, bo Bliski Wschód znów podnosi temperaturę. Jak informuje money.pl, ryzyko eskalacji USA–Iran potrafi szybko przełożyć się na stacje w Polsce.
Dlaczego paliwo w Polsce może zdrożeć już teraz
Rynek ropy nie czeka na „fakty”, bo reaguje na samo ryzyko. Gdy rośnie napięcie, inwestorzy kupują ropę drożej. A wtedy hurt idzie w górę, więc i ceny paliw dostają impuls.
Do tego dochodzi prosty mechanizm: Polska kupuje paliwa w realiach globalnych. Dlatego nawet konflikt daleko od Warszawy potrafi podnieść rachunek przy dystrybutorze. I to szybciej, niż wielu kierowców zakłada.
„Wystarczy kilka dni nerwów i rynek wycenia gorszy scenariusz” – mówi analityk rynku surowców. Dodaje też, że najwięcej zależy od tego, czy napięcie przygaśnie, czy pójdzie dalej.
Cieśnina Ormuz
W centrum obaw jest Cieśnina Ormuz. To wąskie gardło, przez które przechodzi ogromna część światowych dostaw ropy. Jeśli ktokolwiek zablokuje ten szlak, ceny potrafią wystrzelić.
I tu działa domino. Ropa drożeje, więc rafinerie płacą więcej. Potem podnoszą ceny hurtowe, a stacje reagują w kolejnych dniach. Kierowcy widzą efekt na tablicach, bo inaczej się nie da.
Ekonomista rynku energii podkreśla jedną rzecz: „Ormuz to nie temat dla geopolityków”. „To temat dla portfeli, bo ropa ustala cenę świata” – dodaje.
Ile może kosztować benzyna 95 i diesel w 2026
Najczęściej wyszukiwane pytanie brzmi prosto: ile będzie kosztować paliwo. Odpowiedź zależy od scenariusza dla ropy i od kursu dolara, ale rynek pokazuje widełki, które warto znać.
Poniżej krótkie zestawienie, bo ono porządkuje emocje i liczby.
| Scenariusz | Cena ropy (USD/baryłka) | Możliwa cena paliwa w Polsce |
|---|---|---|
| Spokojny rynek | 80–90 | 6,00–6,50 zł/l |
| Wyższe napięcie | 100–110 | 6,80–7,20 zł/l |
| Silna eskalacja i problemy z Ormuz | 120–130 | 7,50–8,00 zł/l |
W praktyce najgłośniej wybrzmiewa wariant „+2 zł na litrze”. Bo wtedy paliwo w Polsce wracałoby do poziomów, które wielu pamięta z 2022 roku. A to oznacza realny cios w budżet, zwłaszcza gdy ktoś jeździ codziennie.
Co oznacza wzrost o 2 zł/l dla kierowcy
Podwyżka wygląda abstrakcyjnie, dopóki nie policzysz tankowania. Jeśli wlewasz 40–50 litrów, dopłacasz 80–100 zł za jednym razem. A jeśli tankujesz co tydzień, rachunek rośnie zaskakująco szybko.
Kierowcy zwykle pytają, czy da się „uprzedzić” wzrost. Zapas do kanistra brzmi kusząco, ale prawo i bezpieczeństwo mają tu swoje granice. Lepiej patrzeć na nawyki, bo one robią różnicę.
Jeden z kierowców z Małopolski mówi krótko: „Nie zmienię cen ropy, ale mogę zmienić styl jazdy”. I to jest rozsądny punkt wyjścia, bo oszczędność często siedzi w detalach.
Droższe paliwo a inflacja
Wzrost cen paliw nie kończy się na stacji. Transport podnosi koszty prawie wszystkiego. A gdy rosną koszty dostaw, sklepy i usługi zwykle przerzucają część podwyżek na klientów.
Dlatego paliwo działa jak wzmacniacz inflacji. Drożeje przewóz, więc drożeją produkty. Potem rosną ceny usług, bo firmy płacą więcej za logistykę. W efekcie problem robi się powszechny, nie „motoryzacyjny”.
„Paliwo to koszt w każdej branży, więc presja szybko się rozlewa” – tłumaczy ekonomista zajmujący się rynkiem energii. I dodaje, że rynek zwykle reaguje falami, a nie jednym skokiem.
Czy paliwo może kosztować 10 zł za litr
To pytanie wraca zawsze, gdy świat się trzęsie. Dziś brzmi skrajnie, ale rynek energii bywa brutalny. Jeśli dojdzie do ostrej eskalacji i dłuższych zakłóceń, ceny potrafią przebić psychologiczne bariery.
Warto jednak pamiętać, że działa też druga strona medalu. Gdy napięcie spada, ropa oddaje część wzrostów. I wtedy stacje stopniowo korygują ceny. Zwykle wolniej, ale jednak.
Żeby zrozumieć ryzyko, spójrz na czynniki, które najczęściej pchają ceny w górę. Najpierw krótko je nazwijmy, bo to porządkuje sytuację.
- eskalacja konfliktu i ryzyko blokad szlaków
- ograniczenie podaży surowca i wzrost kosztów ubezpieczeń transportu
- mocny dolar, bo paliwa liczą się w USD
- nerwowe reakcje rynków i spekulacja
Po tej liście widać jedno: kierowcy w Polsce nie sterują tymi dźwigniami. Mogą jednak śledzić sygnały i nie dać się zaskoczyć, bo rynek lubi przyspieszać w weekendy i na przełomach tygodni.